ďťż

Parterowe Ranczo :-)





wrk - 20-12-2007 21:56
LISTOPAD 2007

Większość dzienników z budowy zaczyna się tak: „Decyzję o budowie podjęliśmy X czasu temu”. Mój dziennik tak się nie zacznie, bo z decyzją, że chcę mieszkać w domku chyba się już urodziłem. W każdym razie w dzieciństwie mieszkałem w jednym pokoju z bratem i marzyłem o własnej przestrzeni życiowej. Najlepiej dużej. Sen miał się już niemal spełnić pewnego popołudnia kiedy w początkach kapitalizmu jednego wieczora mój ojciec wrócił z pracy i oznajmił, że wpłacił pierwszą ratę na zakup domku jednorodzinnego na budowanym właśnie osiedlu. Gigantyczna radość trwała do czasu kiedy pod wpływem poważnej rozmowy rodziców „zaliczka na domek” została zamieniona na „zaliczkę na duże mieszkanie” i ostatecznie skończyła się w momencie kiedy developer budujący nasze osiedle splajtował.

Po wyprowadzce od rodziców do wynajmowanej kawalerki marzenia o domu powróciły. Niestety w temacie domu, wizja moja i mojej przyszłej żony były diametralnie różne. Po roku znajomości: ja – „500 hektarów, dom i hodowla reniferów gdzieś na Syberii”, Renata – „kawalerka w centrum miasta”. Po trzech latach: ja „Duże ranczo gdzieś jak najdalej od miasta”, Renata – „kawalerka tuż obok centrum miasta”. Po sześciu latach: ja – „2 hektary i dom 50km od miasta”, Renata – „ok., niech będzie dom, byle w mieście”. Po dziewięciu latach: ja „Duża działka na wsi pod miastem”, Renata - „…byle blisko miasta”.

Tak więc niemal po dekadzie negocjacji mieliśmy z żoną już na tyle zbliżone podejście do tematu działki, że mogliśmy zacząć jej szukać. Szukaliśmy rok i pewnie szukalibyśmy dłużej gdyby nie to, że na przełomie 2006/2007 ceny działek w naszej okolicy zaczęły drożeć o 10% co tydzień i zaczęło nam być pilno.

Kiedy w gazecie widziałem ogłoszenie o sprzedaży działki o cenie niższej niż 50zł/m2 nawet nie chciało mi się dzwonić, bo wiedziałem, że mogę się spodziewać bagna, torfowiska lub działki bez możliwości przekształcenia na budowlaną. Kiedy więc zupełnie bez przekonania pojechaliśmy oglądać działkę po 35zł/m2 spodziewałem się najgorszego. Na miejscu zdziwienie: wioska, którą już dobrze znamy, działka płaska, duża (0,3ha), nie podmokła, z dostępem do lokalnej asfaltowej drogi, z mediami i aktualnym planem zagospodarowania. Zbyt cudowne aby było realne. Gdzieś musiał być haczyk. Były dwa.

Po pierwsze przez działkę biegnie rura z gazem co uniemożliwia budowę na połowie działki a po drugie tej działki właściwie jeszcze nie ma, bo w tej chwili to własność jakiejś spółki cywilnej. Mimo wszystko postanowiliśmy zaryzykować gdyż nie dość, że mieliśmy już dosyć szukania to na dodatek każda zwłoka była stratą pieniędzy.

Po przemyśleniu stwierdziliśmy, że rura z gazem poza swoimi minusami (wymusza dom w głębi działki i wymaga jednego więcej pozwolenia) to ma też duży plus: w dwie strony patrząc z naszej działki pozostanie nam 40 metrowy pas na którym nie powstaną żadne budynki. Przypuszczam, że za 10 lat nasza rolnicza aktualnie okolica będzie usiana domkami ludzi uciekających z miasta, ale najbliższe nam działki pozostaną luźniejsze.

Przedwstępnej umowy notarialnej podpisać nie mogliśmy bo sytuacja prawna tego terenu była tak skomplikowana, że było to niewykonalne. Podpisaliśmy co prawda umowę mojego własnego pomysłu, ale tak naprawdę wiedzieliśmy, że jesteśmy zdani na uczciwość sprzedawcy. Wiem, że brzmi to dosyć naiwnie, szczególnie gdy w grę wchodzi taka kasa, ale wierzyliśmy w nasze życiowe szczęście.

No i udało się. Po pół roku załatwiania spraw pewnego pięknego listopadowego dnia roku 2007 staliśmy się „obszarnikami” posiadającymi równo 0.27.53 hektara ziemi IV klasy we wsi Kobysewo.

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dzialka1.jpg





wrk - 20-12-2007 22:09
2007-12-07

Dzień spędziłem na intensywnym jeżdżeniu na trasie Gdańsk-Przodkowo-Kartuzy. Na dobry początek dowiedziałem się, że w urzędzie gminy w pokoju gdzie wszystko załatwiam piątek (od dziś do odwołania) stał się „dniem pracy wewnętrznej”. Szkoda, bo to jedyny dzień kiedy mogę coś załatwiać…

Dalej na szczęście poszło lepiej. Zlokalizowałem wszystkie urzędy, po których przyjdzie mi biegać w najbliższych miesiącach. Na początek (bo był najbliżej) odwiedziłem wydział rolnictwa gdzie dowiedziałem się, że odrolnienie mojej działki budowlanej zajmie tydzień, ale mam się tym zająć na końcu bo do tego potrzebuję gotowego projektu zagospodarowania działki. Dowiedziałem się też, że działki o wielkości 1000-1500m2 odrolniane są w całości, natomiast przy mojej wielkości będzie można spróbować ponegocjować, aby odrolnić ją tylko w części.

W budynku obok znalazłem wydział budownictwa gdzie upewniłem się iż do pozwolenia na budowę nie musi być założona księga wieczysta działki. Wystarczy akt notarialny zakupu. To doskonała wiadomość, bo na księgę sobie trochę poczekam.

Na koniec znalazłem jeszcze „jedynego słusznego” dostawcę energii elektrycznej Energa i złożyłem wniosek o warunki techniczne przyłączenia do sieci. Czas złożenia wniosku: 2 minuty, czas rozpatrzenia około 3 tygodni, czas realizacji przyłącza 8-9 miesięcy. Tym razem napisałem, że gotowe warunki sam odbiorę, bo pismo z warunkami na wodę idzie pocztą drugi tydzień i nie wiadomo kiedy dojdzie.

Wieczorem jeszcze raz przejechałem się do Kartuz celem odbioru „Mapki do celów projektowych”. Czekałem na nią 10 dni i kosztowała mnie 600zł. Jest śliczna. Ma dużo Bardzo-Ważnych-Pieczątek i masę kolorowych linii. Mam wrażenie, że przebieg rury z gazem jest na niej zaznaczony zbyt optymistycznie… muszę wybrać się na działkę i zmierzyć. Przy okazji wyszło, że na mojej płaskiej jak stół działce różnica poziomów pomiędzy skrajnymi punktami domu wyniesie prawie metr!



wrk - 20-12-2007 22:18
Kończymy z „ulepszaniem” naszego projektu. Architekt dostał informację, że wszystko jest tip-top i można przystąpić do części konstrukcyjnej. Z ostatnich poprawek wyszło, że będziemy mieli spore poddasze nieużytkowe, ok. 30m2, które nazwaliśmy roboczo „salonem myśliwskim” :-) Powiększyliśmy też o kilka centymetrów naszą łazienkę, żeby zmieścił się kącik piękności dla Reni.

Początkowo dach miał być niski (20’) z wiązarów kratowych, ale kiedy okazało się, że w planie zagospodarowania wymaga się od nas 40’ zaczęliśmy coś kombinować. Nadal jestem entuzjastycznie nastawiony do prefabrykowanych wiązarów ale doczytałem się, że istnieje coś takiego jak „wiązary attykowe” co po wstawieniu kawałka ściany nośnej do środka budynku pozwoli nam cieszyć się przytulnym „salonem myśliwskim” w dalszej przyszłości a graciarnią w bliższej.

Po trzech tygodniach od wysłania dotarły do nas warunki techniczne dostawy wody (bez problemu), odbioru ścieków (kanaliza w nieokreślonej przyszłości) i dostępu do drogi (oparte na nieaktualnych danych, więc będą do poprawki).

Dziś zaniosłem papiery do uzgodnienia planu zagospodarowania działki z PGNiG. Na planie nie było zaznaczonych przyłączy wody i prądu, ale wygląda na to że przejdzie. Na warunki podłączenia prądu nadal czekamy. Na razie załatwiłem z panem od którego kupowałem działkę, że w razie czego bez problemu możemy podczas budowy „odkupywać” prąd od niego.

Na planie zagospodarowania mamy za to prawie tysiąc metrów ogródka warzywnego, bo doczytałem się, że działki zagospodarowane jedynie zielenią ozdobną podlegają wyłączeniu z produkcji rolnej w całości. Tak sobie wymyśliło Starostwo Powiatowe w Kartuzach. I tak pewnie mi odrolnią ze dwa tysiące metrów, ale to ziemia klasy IV i V więc chyba nie każą mi za to płacić…

Poznaliśmy naszych przyszłych, jedynych sąsiadów. Po prostu zadzwoniliśmy do bramy i powiedzieliśmy „Dzień dobry, niedługo będziemy sąsiadami, więc przyszliśmy się przedstawić”. Początkowo byli mocno zdziwieni, ale później bardzo miło nam się rozmawiało. Na szczęście okazali się miłymi ludźmi. Dowiedzieliśmy się od nich, że pod warstwą urodzajnej ziemi mamy glinę! :-( Na dodatek to piękne tysiącmetrowe oczko wodne na ich posesji było kiedyś właściwie bagienkiem. No ale skoro oni wybudowali się 5 metrów od niego, to nam uda się 20 metrów dalej.

Cały czas zastanawiam się nad badaniami geotechnicznymi gruntu. Wydać ten tysiąc, czy nie? Architekt radzi zaoszczędzić, Renia też kręci nosem… a mi intuicja każe robić… Wszystko przez to, że nastawiłem się już rok temu, że dam za to 600zł a teraz ledwo kto chce zrobić to za mniej niż 1000zł. A ja nie lubię przepłacać… wrr...

Po dziesiątkach zmian kosztorys też już się ustabilizował. Od kilku dni wychodzi cały czas 366 tyś za stan „do wprowadzenia”. Pora zacząć oswajać się z tą kwotą. Oczywiście nikt nie wierzy, że zamknę się w tej kwocie, ale ja mimo wszystko jestem optymistą.



wrk - 20-12-2007 22:30
Jeszcze słówko o naszym projekcie. Zdecydowaliśmy się na indywidualny, bo mieliśmy bardzo nietypowe wymagania. Nawet zgrubne założenia żeby było pięć pokoi (Renia), nie przekraczać 120m2 (ja), i dom parterowy (wspólnie) ograniczyło wybór projektów do dwóch czy trzech znalezionych na sieci. Gdy do tego doszły wymagania co do stromego dachu (w domu parterowym, co za paranoja!) wiedzieliśmy, że za adaptację zapłacilibyśmy tyle, co za nowy projekt.

Ponieważ przez rok szukania działki równocześnie projektowałem "idealny" układ pomieszczeń w naszym przyszłym domku na pierwszej wizycie u zaprzyjaźnionego architekta miałem już bardzo sprecyzowane wymagania. Właściwie zmiany pomiędzy moim zgrubnym pomysłem a wersją ostateczną były minimalne.

A oto wymagania, którym miał sprostać nasz projekt: pięć pokoi, 120m2 + garaż, parterowy, dwie niezależne strefy nocne, dużo okien i taras na południe, gabinet z widokiem na wjazd na działkę, kominek na środku domu, półotwarta kuchnia. Oto efekt:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/projekt1.gif





wrk - 23-12-2007 18:00
Licząc na Wasze komentarze wklejam jeszcze kosztorys. Jest to moja radosna twórczość - człowieka, który z budowaniem miał tyle wspólnego, że potrafi pomalować pokój i położyć wykładzinę. Sugerowałem się kosztorysem (świeżym ale z błędami) znalezionym na sieci dotyczącym podobnego domu, a co poważniejsze kwoty sprawdzałem materiały i robociznę na Allegro.

Swoją drogą uśmiałem się do łez czytając PROFESJONALNY kosztorys przygotowany na 10.2007. Moim ulubiony działem były koszty użycia sprzętu. Przykład: sprzęt do pozycji "Przygotowanie i montaż zbrojenia elem.budynków i budowli - prety żebrowane ŁAWA FUNDAMENTOWA":
prosciarka do pretów 1.81zł
nożyce do pretów 2.44zł
giętarka do pretów 2.02zł
srodek transportu 8.40zł

Oczywiście z matemetycznego punktu widzenia - luzik. Takie nożyce na przykład... trzeba zrobić jakieś 100 ciachnięć, ciechnięcie to jakieś 10 sekund, czyli czas użycia 16,6 minuty, no a skoro koszt wypożyczenia to powiedzmy 70zł za 8 godzin, czyli 14,6 groszy za minutę co daje 16,6min*0,146zł/min = 2.4zł. BOMBA! :D

Założenia kosztorsu:
1. MAM SIĘ W NIM ZMIEŚCIĆ (w kosztorysie :-) )
2. Nie śpieszy mi się, więc nie mam zamiaru przepłacać za pośpiech
3. Budowa systemem kontraktowym - ja nie buduję bo nie umiem, ale za to mam nieco czasu więc zajmę się logistyką i wyszukiwaniem tanich materiałów i doglądaniem ludzi.
4. Budowa niemal w całości z kredytu, więc bez szaleństw
5. Wprowadzam się do wykończonego domu

No i pytanie do czytających: czego zapomniałem ująć? czego niedoszacowałem? a może w czym przesadziłem?

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/kosztorys.gif



wrk - 04-01-2008 16:53
Kolejny piątek. Do tej pory, sugerując się nazwami typu "dzień pracu biurowej" swoje piątki poświęcane na załatwnianie spraw budowalnych nazywałem "piątkami budowlanymi", ale chyba muszę je przemianować na "dni spraw niezałatwionych"...

Na początek okazał się, że sprawa mojego dostępu do drogi nie ruszyła z miejsca. Gmina nadal nie przyznaje się do "pasa na poszerzenie drogi". Pan z którym wszystko załatwiałem w grudniu stwierdził, że wogóle takiego tematu nie było... Szok. Na pocieszenie obiecał załatwić wszystko w przeciągu tygodnia. Jak to dobrze, że obiecałem sobie, że nie będę się spieszył! :-)

Potem elektrownia... warunki już są, ale jakieś nie takie... jakiś system nie działa... jakiegoś dyrektora nie ma... coś tam jest źle... a wogóle to poszły do mnie pocztą... PRZECIEŻ ZAZNACZYŁEM ODBIÓR OSOBISTY!!! Aaaa... widać się zagapili... Cóż, dojdą za miesiąc... Umowę mogę podpisać za tydzień, ale to papierologii do pozwolenia na budowę nie przyspieszy.

No i najlepsze: wyłączenie z produkcji rolnej bez problemu, ale CAŁEJ działki. Wszystkim na forum wyłączają z produkcji rolnej tylko to pod zabudowę i drogi, a mi całość. Na pocieszenie mam słabą glebę, bo ineczej bym się nie wypłacił... dostałem dwie rady: mogę sobie podzielić działkę na dwie i jedną wyłaczyć z produkcji, a drugą nie... albo się do bólu odwoływać od decyzji... Szybki rachunek - czy dla 300zł rocznie opłaca się kombinować...? Jeszcze nie wiem...

Przy okazji poznałem drugich sąsiadów. Prawdziwe gospodarstwo rolne, zupełni autochtoni. Pytam o ekipę, która budowala dom w okolicy - "to nasz wujek"... kto tu ma koparkę?... "drugi wujek, stoi u nas na działce"... skąd najbliżej żwir...? "trzeci wujek ma żwirownię na podwórku"... nieźle... muszę się zaprzyjaźnić :-)



wrk - 15-01-2008 22:50
Odebrałem wyniki badań geotechnicznych... nie wygląda to najlepiej:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/przekroj.jpg



wrk - 27-01-2008 10:12
No, w końcu pierwszy, mały sukces na długiej i bolesnej drodze do posiadania własnego domu: udało mi się skompletować wstępną listę wszystkich potrzebnych dokumentów potrzebnych do uzyskania pozwlenia na budowę! Tak więc mam już:

- Świeży, jeszcze pachnący nowością indywidulany projekt domu wraz z projektem zagospodarowania działki
- warunki przyłącza energetycznego (oraz podpisana umowa na budowę przyłącza i wpłacona czterdziestoprocentowa zaliczka)
- warunki techniczne dostawy wody i odbiaru ścieków (tu może się pojawić problem, bo nie mam do tego projektu przyłączy, ale z tego co wiem, to jego nie trzeba do uzyskania PnB)
- warunki dostępu do drogi ("projekt" zjazdu i przepustu przez rów właśnie są uzgadaniane, będzie na poniedziałek)
- zezwolenie na wyłaczenie działki z produkcji rolnej
- uzgodnienie projektu z operatorem gazociągu
- wypis i wyrys z ewidencji gruntów i planu zagospodarowania
- mapka do celów projektowych
- badana geotechniczne

Czas załatwiania 1,5 miesiąca. Co ciekawe dłużej czekałem na warunki przyłącza energii niż projekt indywidualny (tak naprawdę to list z energii nadal idzie pocztą od miesiąca i jeszcze nie doszedł - mam tylko kopię dokumentu)

Tak więc cztery zestawy grubych tomisk leżą na honorowym miejscu na biurku i czekają na transport do starostwa. Hurrra!

Swoją drogą myślałem, że projekt od strony technicznej będzie trochę bardziej obszerny... a tu na przykład konstrukcja dachu to jednak kartka A4 obliczeń i jednak kartka A3 rysunku... hmmm... a ja myślałem, że projekt będzie dla mnie wykładnią, z czego rozliczać budowlańców... cóż... wygląda na to, że się przeliczyłem.

Jeżeli chodzi o fundamenty w moim miękkoplastycznym gruncie to według wyliczeń koństruktora nawet grunt miękkoplastyczny utrzyma bez problemu nasz lekki domek, no ale na wszelki wypadek gdybyśmy podczas wykopów natrafili na glinę miękkoplastyczną (a natrafimy) to musimy wykopać 50cm więcej, wypałnić piaskiem i zagęścić. Banał, a trochę się martwiłem... Do tego ława wg wyliczeń wystarczy nam aż z naddatkiem 55x30 + 4x fi12. No i zamierzam się tego trzymać.



wrk - 16-03-2008 21:58
Po długiej przerwie kolejny sukces w walce z biurokracją - w dniu 10.03.2008 otrzymaliśmy pozwolenie na budowę. Szczerze mówiąc wszystko odbyło się bez kłopotu. Pojechałem się dowiedzieć, czy nie brakuje jakiegoś dokumentu i kiedy ewentualnie jest szansa na rozpatrzenie mojego wniosku, a miła pani poinformowała mnie, że pozwolenie już wydane. Niezły termin: 34 dni od złożenia wniosku! Oczywiście nie obyło się bez drobnego nieporozumienia, bo na pozwoleniu mamy zastrzeżenie, że przed odbiorem budynku musimy się jeszcze postarać o pozwolenie na budowę szamba! Nie wiem kto to wymyślił, ale mam się zamiar tym przejmować najwcześniej za rok…

Z dodatkowej papierkowej roboty załatwiłem jeszcze projekt przyłącza wodociągowego i zgłosiłem chęć jego budowy. Zaczynam gubić się w tym stosie papierów, który rośnie mi na biurku!

Dziś wbiłem również pierwszą łopatę w swoją działkę (właściwie drugą, ale poprzednia złamała się przy pierwszym wbiciu, więc się nie liczy!). No i szczerze mówiąc – masakra. Ziemia jest tak „tłusta” i mokra, że najlepsza na świecie łopata Fiskarsa aż stęka… ale póki co wytrzymuje! Zadanie było niby banalne: wypoziomować cztery bloczki w odległości 3x5 metrów pod garaż… dobrze, że gdzieś wcześniej wyczytałem, że nie jest to wcale proste, bo mocno bym się zdziwił, że zajęło mi to grubo ponad dwie godziny!

Ach! Byłbym zapomniał najważniejszego! Z okazji uzyskania pozwolenia na budowę kupiliśmy sobie samochód! :-) Pickupa Opla Campo z 94r! Jest fantastyczny i na budowę będzie jak znalazł. Pewnie się mocno zdziwię jak przyjdzie mi naprawiać to cudo, którego w Polsce jest może kilka sztuk, ale co tam, raz się żyje! Z napędem na cztery koła mam pewne szanse przejechać nawet moją błotnistą działkę!

W czasie oczekiwania na pozwolenie zrobiłem kilka wizualizacji naszego przyszłego ogrodu, aby Renia mogła zacząć przymierzać się do tego, jak go urządzić. Do zdjęć działki z robionych z odpowiednich ujęć dołożyłem projekt i powstało coś takiego: pierwsze ujęcie - widok z sypialni w stronę drogi, drugie – z tarasu w stronę lasu, trzecie – widok z salonu.

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/widok1.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/widok2.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/widok3.jpg



wrk - 01-04-2008 22:04
Zaczynamy ostro iść do przodu! Niemal zakończyłem walkę z urzędami: uzyskałem potwierdzenie, że moje PnB jest prawomocne, zgłosiłem rozpoczęcie budowy i zakupiłem dziennik budowy i śliczną, żarowiaście-żółtą tablicę informacyjną. Dodatkowo złożyłem informacyjnego NIPa, że dysponuję niewielkimi gruntami rolnymi. Nic tylko bambosze, kufajka i orka!

Znalazłem również kierownika budowy. Nasz przyszły kierownik mieszka raptem 3km od budowy i za kwotę 2500zł zgodził się być oficjalnie kierownikiem budowy i inspektorem nadzoru - nieoficjalnie. Obiecał wizyty kilka razy w tygodniu i ostre pilnowanie budowlańców. Oczywiście nie mam żadnych gwarancji, że się sprawdzi, ale jakoś i tym razem człowiek zrobił na mnie miłe wrażenie, więc mam nadzieję, że będą to dobrze zainwestowane pieniądze.

W ostatni czwartek (27.III) przyjechał również odlotowy, błyszczący się w zachodzącym słońcu blaszak! Wszędzie w Polsce wiosna a na Kaszubach - zima. Założyłem solidną kłódkę i po powrocie do domu oficjalnie przekazałem Reni klucze do naszej tymczasowej siedziby. :lol:

Za dwa dni jestem umówiony z Panem Koparkowym i Panem Żwirkiem do pierwszych wykopów. Na początek robimy przepust w rowie, 50m drogi w głąb działki i zdjęcie humusu. Przepusty dostałem używane od Pana Koparkowego, załadowałem na Campo i tym samym nowy samochodzik przeszedł chrzest bojowy w ciężkiej roli pomagiera budowlanego. Z koparką i żwirkiem mam wygodę bo maszyna stoi na działce sąsiada a piasek i żwir dostanę z prawie-zamkniętej-żwirowni pół kilometra od budowy.

Tak więc wstępnie wytyczyłem miejsce na dom i drogę i pozostaje mi trzymać kciuki, aby działka do czwartku wyschła.

Kończę kolekcjonować dokumenty dla banku... ale coś mi się widzi, że to wszystko będzie już w następnym odcinku...



wrk - 03-04-2008 17:40
Roboty ruszyły! No może nie za ostro, ale zawsze. Pan Koparkowy zjawił się ze swoim żółtym pupilem o umówionej godzinie i zaczęliśmy od zrobienia wjazdu na działkę. Do wyczyszczonego rowu poszła szufla żwiru, potem 6,5 metra przepustów betonowych (ufff... ależ to ciężkie paskudztwo) na to żwir przemieszany z ziemią i wszystko nieco uklepane. Oto pierwsze zmagania na działce.

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/droga1.jpg

Z radości, że w końcu mam wjazd na moją posiadłość zajrzałem do instrukcji obsługi Campo i po chwili udało mi się włączyć napęd 4x4. Stwierdziłem, że uzbrojony w taki wechikuł mogę zaryzykować przetestowanie niezbyt wykończonego jeszcze wjazdu. No i udało się! Terenówka spisała się świetnie!

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/droga2.jpg

W ciągu czterech godzin udało się wybrać humus z terenu drogi (około 50m x 4m) chociaż z każdym metrem teren stawał się bardziej grząski. Kiedy w końcu trzeba się było zabrać za odkopywanie przyszłego placu budowy okazało się, że nic z tego. Za mokro. Koparka niemal się utopiła w miękkiej mazi a po jej wydostaniu jednogłośnie stwierdziliśmy, że teren musi obeschnąć.

Dodatkowo okazało się, że sam żwirek jako podsypka drogi nie wystarczy. Glina, którą odkryła koparka teraz jest sucha i twarda, ale widać było, że przy najmniejszej kałuży robi się natychmiast rzadka breja, która na dodatek nie wsiąka. Trzeba będzie jednak organizować gruz. Jutro.



wrk - 13-04-2008 23:12
Robota chwilowo stoi, bo na działce powódź. Nie wiem jeszcze czy to woda po zimie, czy po deszczu czy jakaś gruntowa, ale fakt jest taki, że jest jej duuuużo. Dwie "studnie" 2x2x2m wykopane przez koparkę zapełniają się wodą w kilka godzin, próbuję to wypompowywać, ale przy obecnej pogodzie to walka z wiatrakami.

To mój zdjęty humus, kilka minut po odjechaniu koparki. Następnego dnia to było jezioro. Wczoraj wszystko wypompowałem i znowu jest punkt wyjścia jak na zdjęciu, ale trochę się boję, że mimo wszystko za mokro...

Jakie mieliście doświadczenia z laniem ław w mokrym, gliniastym gruncie...?

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wykopy1.jpg



wrk - 04-05-2008 18:24
Przez ostatnie trzy tygodnie na działce niewiele się działo. Najpierw padał deszcz więc pompka z Castoramy za 60zł, która miała działać "kilka lat lub dłużej" po czterech dniach odmówiła współpracy nie nadążając z wypompowywaniem wody. Kiedy deszcz zamienił się w mrzawkę udało mi się umówić z geodetą i między jednym przelotnym deszczykiem a drugim udało się wytyczyć budynek. Przy okazji było sporo liczenia, bo okazało się, że ocieplony budynek ma się licować z nieocieplonym garażem, co tak na prawdę powodowało, że linie ścian były względem siebie przesunięte o 12cm.

Przez kolejne dni działka nieco wyschła więc spróbowaliśmy zamówić koparkę i zacząć wykopy pod ławy. Niestety moje poświęcenie z pobudką o 6:00 poszło na marne bo ośmiotonowa koparka po wjechaniu na plac budowy po prostu się zapadła. Okazało się, że teren pod samym budynkiem jest jeszcze goprszy niż się spodziewałem. W większej części zdążył już bowiem wyschnąć na wiór ale równo w poprzek domu przebiega coś jakby "rów", który wysycha dużo wolniej i w nim właśnie utknęła koparka. Po godzinie prób z wizyty koparki zostały jedynie ślady walki:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wytyczony01.jpg

Po konsultacji z majstrem zaczęliśmy rozmowy z posiadaczem minikoparki na gąsienicach, który miał się podjąć dalszej pracy. Wszystko umówione było na piątek rano. Tu kolejne poświęcenie - po weselu znajomych wstaję o 7:00 i z bolącą głową jadę na działkę, by po drodze w rozmowie telefonicznej (sam zadzwoniłem!) dowiedzieć się, że nowemu koparkowemu się odwidziała praca w piątek i będzie w poniedziałek. Taaa... zaczyna się. Dobrze, że przestawiłem się na azjatycie podejście do kwestii czasu, pracy i obowiązkowości... chyba mi się to przyda na budowie.

Na pocieszenie oglądam sobie widoczki jakimi będę się cieszył ze swojej działki. Na dodatek tego widoku nikt mi nie zabierze, bo przez środek tego pola biegnie rura z gazem i pas czterdziestu metrów nigdy nie będzie tu zabudowany niemal po horyzont:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/widok01.jpg



wrk - 05-05-2008 20:34
Dzisiaj Pan Minikoparkowy zjawił się punktualnie i mogliśmy w końcu trochę pokopać. Wykazując się niewiarygodną zręcznością, z komórką w jednej ręce i fajką w drugiej, korzystając jedynie z nóg i siły woli, Pan Minikoparkowy po pięciu godzinach morderczej walki wykopał pierwszy dołek:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/garaz03.jpg

No cóż niewielki ten na domek... "dwa na trzy, wynajęty kąt"... No dobra, jeżeli Pan Minikoparkowy będzie równie dzielny jutro jak i dziś, to z tego zrobimy garaż, a domek będzie obok :-)

Przy okazji: kamienie tanio sprzedam :-) Ten na pierwszym planie ma ze 300kg! Podobnych sztuk z tego kawałka wykopu wyciągnęliśmy kilka.

Oczywiście zgodnie z badaniami geotechnicznymi wykopy natychmiast zaczęła wypełniać woda... miała spływać do przygotowanej w rogu domu studni, ale jakoś zapomniałem, że dwa fundamenty nie są ze sobą połączone. Trzeba to będzie jutro naprawić. Póki co, po 3 godzinach od wykopu, na dnie mam 10cm wody i 20cm błocka. Na początek ma tam iść 50cm podsypki, ale jakoś nie wyobrażam sobie aby wrzucać ją bezpośrednio te tej brei... Może jakieś dobre rady? Proszę!



wrk - 11-05-2008 20:31
Prace ostatnio ruszyły takim tempem, że nie mam czasu uzupełniać dziennika! Po pierwsze Pan Minikoparkowy się w końcu uwinął i w rekordowym czasie siedemnastu godzin zrobił wykopy. Niestety nie pilnowałem go cały czas i przez to częściowa wymiana gruntu w niektórych miejscach osiągnęła 100cm zamiast planowych 50cm. Na piasek pod ławy poszły cztery wywrotki żwiru (teoretycznie miało starczyć 2,5). Zasypywanie i ubijanie tego wszystkiego trwało niemal trzy dni. Zaraz potem wjechał suchy chudy beton B10, który podobnie jak żwir trzeba było rozsypać taczkami. W kilka dni panowie przetaczkowali około 100 ton materiału. Aaa... przepraszam... jaka taczka? Toć to żadna taczka ino kara, jo? Przechodzę przyspieszony kurs języka Kaszubskiego (jak mi się raz wyrwało, że to gwara, to robotnicy naukową polszczyzną przetłumaczyli mi różnicę między "gwarą" a "językiem" z trudem kryjąc oburzenie). Tak więc łeda do oczywiście woda, ale siupa to już wymagało słownika :-) a przecież to takie oczywiste - łopata.

Na chwilę obecną wykopy zrobione, częściowa wymiana gruntu zrobiona, chudziak zasypany i ubity:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/chudziak00.jpg

Zaczynam powoli przechadzać się po mojej "rezydencji"... tu salon... tam łazienka... rewelacja!

Przy okazji nieco utwardziłem drogę grobnym guzem. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale po dwóch miesiącach myślenia jak to rozegrać nadal nie miałem przekonania jak to zrobić dobrze, tak więc chwilowo wybrałem opcję "tanio" a opcję "dobrze" pozostawię sobie na przyszłość.

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/droga10.jpg



wrk - 14-05-2008 22:47
Dzisiaj wielki dzień! Zalewanie ław! :-) Przyjechało 20m3 betonu i w godzinę pożegnałem się z ostatnią kasą jaką miałem... teraz przerwa technologiczna na wiązanie betonu i ostatecznie wizyty w bankach.

No ale z ziemi wyszliśmy... to na początek nieźle! :-)

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/zalewanie10.jpg



wrk - 04-06-2008 22:12
Przerwy technologicznej ciąg dalszy... ale mam nadzieję, że niedługo prace zostaną wznowione! :-) Przez ostatnie trzy tygodnie udało nam się zadbać o ławy podlewając je codziennie przez tydzień (budowalńcy się nie pofatygowali) a potem łatając pęknięcia wynikające z niezagęszczania batenu ("Panie! Tego betonu nie trzeba zagęszczać!") - całe szczęście, że pęknięcia były jedynie powierzchowne, szczelina nie dochodziła do górnego zbrojenia. Tam gdzie były szalunki ława wyszła całkiem ładana, ale tam gdzie beton był lany w gruncie jest totalnie nierówno. Cóż... będą musieli wyrównywać na końcu bloczków...

Właśnie - bloczki już zakupione. Na początek 1000szt. (zapotrzebowanie obliczyłem na 1200szt.) po 3,60 brutto z transportem, rozładunkiem i kopią atestu do rąk własnych. Przywiezione dzień po zamówieniu. Po raz kolejny WIELKIE DZIĘKI dla wszystkich wpisujących informacje do Białej Listy wykonawców z Trójmiasta.

Tak więc ława - wyrównana, wyczyszczona i wypieszczona razem z bloczkami czekają na murarzy. Mają być z początkiem przyszłego tygodnia, czyli znając życie będzie to pewnie koniec tygodnia. Na początek czeka na nich materiał do gruntowania Izohan Izobud Br oraz sześć rolek papy termozgrzewalnej 4,2mm (do rozcięcia na dwa paski po 50cm) na izolację poziomą ławy.

Poza tym wszystkim zdążyłem wykończyć drugą pompę do wody. Ale również tym razem nie było problemu ze zwrotem kasy w Castoramie. Teraz moczy się trzecia pompka. Dodatkowo posadziłem jeden testowy krzaczek i kawałek pola potraktowałem Roundupem - zobaczymy co z tego wyjdzie.

Tak więc teraz już tylko czekam... czekam... czekam... (Jak w wojsku, gdzie tylko czekasz albo się spieszysz :lol: )

P.S. Czy ktoś to czyta? :-)



wrk - 19-06-2008 23:00
Jest radość! Jest radość! :lol: Murarze w końcu wrócili do pracy! No i jak zaczęli murować, to od razu ostro. Normalnie mury pną się do góry! Trochę mam zagadkę jak rozegrać przepusty w fundamentach, ale człowiek od kanalizy ma wykuć sobie sam dziurę a prąd ewentualnie może iść nawet przez ścianę, więc pozostaje jedynie problem czerpni powietrza do kominka... no cóż, jakiś tam patent zadecydowałem, zobaczymy czy będzie dobry...

Postępny na chwilę obecną wyglądają tak:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/f...ty20080619.jpg

Teraz szykuję się do izolacji fundamentów (rapować, czy nie rapować... oto jest pytanie...), potem zasypywanie i ubijanie. Umówiony już jestem na budowę przyłącza wody w przyszłym tygodniu i rozprowadzenie rur od kanalizy. Normalnie wszystko na dobrej drodze! :-)



wrk - 22-06-2008 22:04
"Sławojka Party" czyli pierwsza parapetówa (jeszcze bez parapetów) na naszej działce właśnie zakończyła się sukcesem. No może nie całkowitym, bo przy budowanej wspólnymi siłami sławojce zabrakło nam siły i natchnienia na zrobienie drzwi i dachu, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami... :D Tak przynajmniej siedząc na tronie można było oglądać cudowny wschód księżyca :D

Po wybudowaniu sławojki wszyscy dzielni pracownicy dostali po kiełbasce i piwku i rozpoczęło się całonocne "Party" Sobótkowe!

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/impreza22062008.jpg



wrk - 27-06-2008 17:55
Hura! Koniec murowania fundamentów! Kosztowało mnie to calusieńki dzień siedzenia na budowie i pilnowania nurarzy, ale za to jak miałem na nich oko, to nawet na zagruntowanie czasu starczyło! Straszne, jak to wszystko się wlecze... mija właśnie drugi miesiąc od wejścia ekipy a tu jeszcze nawet poziomu zero nie widać... ale tak to chyba jest jak dwóch murarzy buduje na raz na trzech budowach...

Obiecałem sobie, że nie będę się denerwował, ale jak po raz trzeci pod rząd słyszę "jutro będziemy na 100%" to mnie krew zalewa... Najważniejsze, to zachować spokój! :D

Na chwile obezną moje ranczo wygląda tak:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/izolacje26062008.jpg



wrk - 05-07-2008 09:23
Kolejny tydzień za pasem! Murarze wygospodarowali w tym czasie 12 osobogodzin pracy (liczyłem!) co pozwoliło im zdecydowanie posunąć się naprzód. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale normalnie zbliżają się do końca fundametów. A przecież to dopiero dziewiąty tydzień ich pracy! Buhahahaha :lol:

To co mi się naprawdę udało, to mój kierownik budowy. Starszy pan z Przodkowa jest fantastyczny. Przyjeżdża na każdy telofon i jeszcze często bez zapowiedzi. Jest tak jak chciałem - to nie tylko kierownik budowy, ale sumienny inspektor nadzoru! Ostatnio zadzwoniłem z informacją, że skończyli izolację fundametów "Pierwszy raz jestem przekonany, że jest coś zrobione bardzo dobrze i nie musi pan przyjeżdżać". I tak przyjachał.

Ponieważ fundamety już stoją zaczynam je zasypywać. Na dobry początek przyjachało 5 ciężarówek pospółki, a po południu wpadł Pan Koparkowy i wsypał wszystko do środka. Czas wsypania dużą łychą: 1h plus 20min rozgarnięcia małą w środku. Mimo to trzba się będzie nieco namachać łopatą aby to odrobinę wyrównać przed ubijaniem. Pierwsza warstwa wyjdzie na jakieś 30-50cm. Zastanawiam się jaką zagęszczarkę pożyczyć... 90 czy 160kg - cena niemal ta sama, a efektywnością się różnią... tylko kto by przesunął taką stosześćdziesiątkę?

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/zasyp040708.jpg



wrk - 10-07-2008 23:05
Przed rozpoczęciem budowy sporo się naczytałem na temat różnych sposobów stawiania fundamentów a szczególnie ich izolacji. Podsumowując moje rozwiązania przedstawiam "przekrój" moich fundamentów:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/warstwy040708.jpg

Na początek podsypka piaskowa - u mnie bardzo głęboka (50cm) bo grunt miałem miękkoplastyczny. Powinna być bardzo dobrze ubita - teraz już wiem, że nie była. Dalej poszedł chudziak (suchy, bo wody w wykopie było po dostatkiem). Na to ława fundamentowa 35x70cm zbrojona 5 prętami w strzemionach 25x25cm co 30cm.

Izolacja ławy to grunt Izohan Br oraz papa termozgrzewalna grubości 4,2mm kładziona na szerokość 50cm. Ta szerokość byłaby wystarczająca gdyby była przesunięta nieco "na zewnątrz" budynku - a nie odwrotnie jak zrobiono u mnie.

Na to poszło 6 warstw bloczków betonowych. Do zaprawy używano oczywiście plastryfikatora. Po zakończeniu roboty i przeliczeniu ile poszło - okazało się, że przekraczali dawkę jedynie trzykrotnie... :x (mówiłem, żeby lać według instrukcji średnio dwa razy dziennie, ale niestety nie mogłem być non stop na budowie).

Dalej poszła izolacja pionowa fundamentów. Wybrałem Izohan WL z tego względu, że w miarę przyzwoicie nadawał się do całej roboty: gruntowanie (1/1 z wodą), główną lekką izolację - nakładane pacą, około 1mm grubości oraz klejenie styroduru. To ostatnie zastosowanie to niestety pomyłka - styropian nie trzyma za dobrze - ale na to można przymknąć oko - i tak wszystko przysypie ziemia.

Poza tym widać jeszcze bednarkę przymocowaną śrubowanymi łącznikami krzyżowymi do dwóch górnych prętów zbrojenia. Po konsultacjach z lokalnym guru od instalacji odgromowych (firma z uprawnieniami) spawanie zbrojenia sobie podarowałem.

Przy okazji jeszcze jedna uwaga - efektywna głębokość ubijania zagęszczarką 160kg to jedynie 25-30cm a nie jak podają reklamy 50cm! :-? Brat, który bawił się większymi zagęszczarkami w Anglii miał przykazane zagęszczać warstwami po 4 cale!!! Tak, to rozumiem, że było zagęszczone!



wrk - 18-07-2008 23:25
Praca idzie do przodu (bo dużo robię ostatnio sam)! :D Piasek w fundamentach zagęszczony, ekipa ekspresowo podłączyła rury kanalizacyjne, a teraz w swoim szaleństwie i zapale do pracy postanowiłem nie czekać na spóźniejących się budowlańców i samemu ze znajomymi ukręcić beton i zrobić chudziaka pod podłogę na gruncie. Oto plac boju przygotowany na zalewanie:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/podloga18072008.jpg



wrk - 23-07-2008 21:32
Po konsultacjach na forum ostatecznie zabraliśmy się we trójkę (ze znajomymi - Maciej i Łukasz - PODZIĘKOWANIA :) ) do wylewania chudziaka. Praca była ciężka, szczególnie, że początkowo zamiast go wylewać to go wysypywaliśmy, co powodowało, że praca była jeszcze cięższa... Gdzieś już po sześciu godzinach doszliśmy do tego jaka powinna być konsystencja tego betonu i pod wieczór osiągnęliśmy niezłe tempo :D .

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/rownanie18072008.jpg

Podsumowując - w 12h ukręciliśmy i wyrównaliśmy 55m2 betonu (grubości około 8-10cm). Ale efekt uzyskaliśmy niezły. Inspekcja przez Inwestorkę dnia następnego wykazała gładkość podłogi niemal idealną! :D

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/p...ie18072008.jpg



wrk - 04-08-2008 17:07
Z dniem 25 lipca 2008 zakończyliśmy "etap zerowy". Z jednej strony miło, że do przodu, z drugiej załamka, jak wolno to idzie... W piątek, przed niewielkim urlopem mieliśmy jeszcze tylko rozładować zamówiony z Berlina Porotherm i śmigać na wakacje. Ostatecznie transport tak się spóźnił, że po rozładunku i powrocie do domu zostały mi tylko cztery godziny aby się spakować i na tydzień zapomnieć o budowie.

Dziewieć dni spędziliśmy w Czarnohorze, na Ukrainie rozkoszując się dzikimi górami i rewelacyjnymi widokami ale z drugiej strony mieliśmy okazję zobaczyć spustoszenie, jakie dzień przed naszym przyjazdem wyrządziła powódź. Do wioski gdzie mieszkaliśmy tydzień wcześniej docierał dwa razy dziennie autobus - teraz (i pewnie przez najbliższe pół roku) jedyn sposób dotarcia to cztery godziny marszu przez góry. Widoki jednka niewiarygodne...

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wakacje20080801.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wakacje20080802.jpg

Ponieważ w okolicy nie było prądu i nie działały komórki więc na tydzień budowa została w "innym świecie".



wrk - 04-08-2008 17:30
Po zakończeniu stanu zero chyba czas na pierwsze podsumowanie wydatków... W skrócie można to ująć tak - niemal zmieściłem się w budżecie - ale chyba wyłącznie przypadkiem... :D

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/stan_zero.gif

"Wydatki przed rozpoczęciem budowy" będą się zgadzały niemal co do złotówki, ale to dla tego, że częściowo znałem je przez układaniem budżetu... :)

Jeżeli chodzi o "Stan zero" to teoretycznie przekroczyłem budżet o 7% do tego dojdą pewnie jakieś jeszcze rozliczenia, ziemia pod taras czy ganek, więc pewnie pomyłka wzrośnie do 10% ale z drugiej strony na wszystkie materiały mam faktury VAT, więc jest spora szansa, że uda mi się odzyskać 15% ceny materiałów a wtedy - możliwe, że zmieszczę się w budżecie!! :D

No ale trzeba też wziąć pod uwagę wydatki, które zupełnie wymknęły się budżetowi... Narzędzi nakupowałem już za ponad dwa tysiące złotych... trzeba to wszystko będzie doliczyć do ostatecznego zamknięcia budżetu... Ciekawe o ile się sumarycznie pomyliłem... sam jestem ciekaw!



wrk - 04-08-2008 17:37
W czasie kiedy my urlopowaliśmy murarze nieco popracowali i po powrocie zastaliśmy taki, cieszący oko widok:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/mury20080803.jpg

Mniej ciesząca jest ta kupka cementu, którą widać z prawej strony... zostawiłem tam całą paletę a zastałem 20 worków - poszło więc 36 worków cementu... tylko na co?? Jutro czeka mnie poważna rozmowa... Jakieś rady?



wrk - 14-08-2008 21:02
Roboty nie idą najszybciej, bo murarzy jest aktualnie tylko dwóch (z czego jeden ma 70 lat!!) ale mimo wszystko mury pną się do góry. Do tej strony którą widać dojdze już tylko warstwa zwykłej cegły i 30cm wieńca:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/mury20080814.jpg

Wewnątrz też już widać pierwsze kształty... można na przykład popatrzeć sobie przez onko na tył naszej działki:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/okno20080814.jpg

Czyż nie ładnie? :D

Wolne tempo pracy ma ten plus, że mogę spokojnie zająć się dokładnie przemyślaną logistyką. Tak więc po długich przemyśleniach wybraliśmy cegłę na wykończenia zewnętrzne (słupy, opaska i może końcówka komina), w teorii wygląda tak:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/basstad20080814.jpg

Jak wygląda w praktyce, okaże się jak przyjedzie do nas z Holandii :lol:

Przemyślałem również temat komina - wybrałem firmę ZAPEL a kanały wentylacyjne najtańsze - ceramiczne. W stosunku do rozwiązania Schiedela taniej o prawie 40%.

Ostatecznie zdecydowałem się również na konstrukcję dachu z wiązarów z najbliższej, autoryzowanej firmy. Cenę negocjowałem od pół roku, ale w końcu dziś, w późnych godzinach wieczornych nastąpiło wstępne porozumienie (idę "łeb w łeb" z negocjacjami w sprawie tarczy :lol: )

Jak wszystko się uda, to plan jest taki: do końca sierpnia - wylanie wieńca, w połowie września - konstrukcja dachu - październik - pokrycie dachu - listopad - URLOP! :lol:



wrk - 23-08-2008 11:28
Jak wspomniałem, zakupiłem pustaki do wznoszenia komina i wychodzi na to, że nasz komin zmniejszy się niemal o połowę w stosunku do projektu... Zamiast 170cm będzie miał 90cm. Co prawda zostanie mi dzięki temu więcej miejsca w salonie, ale z "półotwartej" kuchni zrobi się "niemal zupełnie otwarta" kuchnia... No i szczerze mówiąc nieco się obawiam, bo z kącika wypoczynkowego to jeszcze nie będzie wyglądać źle:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/komin1.jpg

Ale już siedząc przy stole w salonie będę się już czuł jak w kuchni...

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/komin2.jpg

No i nie wiem co mam zrobić... sztucznie poszerzyć komin? Wstawić kawałek ścianki czy może przekonać się do otwartej kuchni...? Może ktoś mi powie, jak to jest mieć kuchnię w salonie...? (złośliwi by powiedzieli, że jeszcze kotłowinię, bo to przecież kominek w salonie :D )



wrk - 29-08-2008 21:33
Roboty ostatnio ruszyły z taką parą, że nie nadążam dowozić materiałów! Szok normalnie! :D Czterometrowe deski szalunkowe wożę moim niezmordowanym pickupem i wyciągam je prosto spod piły w malutkim tartaku w sąsiedztwie, bo nie nadążają z produkcją :D

Dla relaksu przystrzygłem mój testowy trawniczek i mam teraz 8m2 trawki do relaksu - jak już załatwię sprawy logistyczne (panie kierownik - deski się znowu skończyły!), matematyczne (panie kierownik - ile to 15 plus 23 plus 24!), filozoficzne (jak to krzywe?!? krzywe to też proste!!), finansowe (panie kierownik - ja wiem że nie ma zaliczek, ale jutro jadę na wesele...) i oczywiście budowlane (panie kierownik skąd pan wie, że to okno jest takie wysokie? z projektu? niemożliwe!!) to wtedy rozkładam sobie leżaczek na zielonej trawce i rozmyślam o niebieskich migdałach :D

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/trawnik20080829.jpg

A to moi majstrowie przy pracy. Zdecydowali, że wieniec i podciągi będą jednak sami zalewać - dla mnie to tylko radość - nie dość, że oszczędność na betonie, to jeszcze na deskach.

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wieniec20080829.jpg



wrk - 05-09-2008 22:11
Stan po kilku dniach:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wieniec05092008.jpg

Jak widać wieniec wlecze się niemiłosiernie, nie wiedziałem, że to taka upierdliwa robota. Samo ręczne zalewanie nie trwa długo, ale zbicie szalunków, ich zamocowanie i skręcenie śrubami, skręcenie zbrojenia, zamonotanie, potem zalanie, rozkręcenie, przełożenie szalunków... i od nowa. W sumie wieniec jest u mnie zalewany trzech częściach. Dzięki temu starczyło jakieś 2m3 drewna - gdybym zalewał z gruszki pewnie poszłoby z 5m3.

Największa zabawa z zalewaniem zostawiona na koniec - słupy i najważniejszy podciąg - przy podcieniu.

Konstrukcja dachu ma się produkować już w pzyszłym tygodniu i czekać na mnie w fabryce. Za to dekarzowi wykruszają się pracownicy i pokrycie dachu będzie później. Na miesiąc będzie musiała wystarczyć sama folia...



wrk - 16-09-2008 21:40
Kolejny etap zakończony! Wieńce zalane! Teraz muszą nieco "ostygnąć" i za kilka dni wkracza ekipa i montuje konstrukcję dachu - W JEDEN DZIEŃ! Za ten komfort warto zapłacić nieco więcej. Konstrukcja przyjeżdża gotowa z fabryki i firma martwi się o wszystko.

Na chwilę obecną etap "wieniec" prezentuje się tak:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wieniec20080916.jpg

To widok od strony przyszłego tarasu i wielkiego okna w salonie.

Przy okazji zostałem rolnikiem! :D Poprosiłem sąsiada o zaoranie kawałka mojej działki, który aktualnie nie jest wykorzystywany i wygląda jakbym przygotowywał się do jakiegoś siewu na wiosnę :D

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/rolnik20080916.jpg

Chwilowo jeszcze nie wiem, co zrobię na tym kawałku ziemi. Od zawsze marzyła mi się mała winniczka, ale trafił mi się teren, który praktycznie się nie nadaje. No ale jeszcze zobaczymy...



wrk - 25-09-2008 18:55
No i zaczynam piąć się w górę! Chociaż było emocjonująco... Na dobry początek przyjechał tir z wiązarami. Jak zobaczyłem tego piętnastometrowego kolosa, to straciłem wiarę i jakość mojej wypielęgnowanej świeżym gruzem dróżki-dojazdówki. A do tego bardzo ciasny zakręt na działkę. Ostatni tir, który tu był stwierdził, że żaden tir nie zmieści się w taki zakręt - a ten był trochę większy od tamtego :D

Pan kierowca pogłówkował, popatrzył i poszedł spróbować wjechać tyłem. Trochę pomanewrował, pokombinował i stwierdził, że tak to nie da rady. Zaczął się wycofywać główną drogą. Pomyślałem, że poczekamy na dzwig i zacząłem wracać do garażu. Nagle słyszę - tir staje - a potem ostro daje gazu i rusza z kopyta! Nie wierzę własnym oczom! Wjazd na działkę ma 6m szerokości, rów po obu stronach a promień skrętu coś tak w sam raz na micrę, a zbliża się do niego rozpędzony osiemnastokołowiec! :o

Facet oczywiście w zakręcie się nie zmieścił, ale co tam! Przez rów taranem, przez pole jak traktor i z rozpędu pojechał pod sam dom! Nie mogłem wyjść z podziwu!

Po tym brawurowym pokazie sprawności ekipa przystąpiła do rozładunku mojego dachu:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/wiezba20080925.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/tir20080925.jpg

Niepokojące było tylko to, że tir, nawet pusty, nadal ważył 15 ton, a stał na świeżo usypanym podjeździe... Oszczędność w postaci nasypania 2 wywrotek żwiru do 1 wywrotki gruzu zaczynała mnie tutaj nieco martwić. I słusznie. Bo tir z każdym kwadransem stania nieco się obniżał... Jak przyszło odjeżdżać, to nawet udało mu się ruszyć, ale tym razem nie było jak się rozpędzić i utknął w najniższym miejscu. Na dobre.

Trzeba było lecieć po pomoc do sąsiada z traktorem. Traktor okazał się niezby duży, ale sąsiad był chętny do pomocy to próbujemy. Z jednej strony wielki tir, z drugiej nieduży traktorek, pośrodku... łańcuch. Nie chciałem się wymądrzać, że to nie wygląda dobrze, ale żeby nie drażnić inspekcji pracy ujmę to tak: to cud że nikomu nic się nie stało.

Tak więc tir dalej zakopany, traktorek stoi, łańcucha nie ma, traktorzysta drapie się po głowie co dalej... Jedziemy szukać innej maszyny. Okazało się, że drugi sąsiad dysponuje prawdziwym postrachem pól - wypasionym zielonym potworem z napętem na cztery koła! Do tego poszukał trochę po obejściu... u gęsi... u krówek... u burka... o jest! Dwie stalowe liny spod hałdy ziemniaków prezentowały się solidnie!

Teraz walka była równiejsza! Z jednej strony tir, z drugiej zielony potwór pośrodku stalowe liny. Rrrrrrrrrrruszyli! Ryk jak na stadionie żużlowym ale w mgnienu oka postrach pól tak pociągnął tira, że zaciągnął go od razu na asfalt! Dobrze, że wszyscy zaczęli przekrzykiwać ten ryk, że starczy tego ciągania, bo by biednego tirowca zaciągnął do Kartuz! :lol:

Po wyjeździe tira trochę się uspokoiło. Ekipa od dachu zaczęła łączyć kawałki więźby - też mieli ze sobą małego zielonego potworka - taką czterystukilową prasę, która nie bardzo chciał dać się przesuwać po moim podmokłym terenie, ale po zbudowaniu tarasu z desek po szalunkach wszystko zaczęło iść dobrze...

Na jutro zamówiony jest dźwig, aby wszystko wrzucić na górę!



wrk - 26-09-2008 21:45
Konstrukcja dachowa w trakcie układania:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dach1_26082008.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dach2_26082008.jpg

No i tuż po zachodzie słońca konstrukcja ukończona! Fantastyczna sprawa - jeden dzień zbijania i jeden dzień układania i montowania! Chociaż jedna rzecz na tej budowie poszła szybko!

Jutro 8:00 wchodzi dekarz... znowu się nie wyśpię! :-?



wrk - 27-09-2008 10:17
O 8:00 dekarz wszedł... i wyszedł... :-? Okazało się, że kratownice szczytowe są zbyt chybotliwe aby na nich pracować i najpierw trzeba wymurować ścieny szczytowe... taaa... a miało być tak piękie...

Tak więc zamówione kolejne 9 palet porothermu i cement, murarz zaklina się na wszystkie świętości, że w poniedziałek startuje skoro świt, a ja w końcu idę się wyspać... przecież jest sobota!!



wrk - 30-09-2008 21:48
No i się pochrzaniło... :evil: Murarze nie zdążyli ze szczytami i najbliższy wolny termin dekarza za jakieś trzy tygodnie. Koszmar. Trzy razy tłumaczyłem murarzom, jak mają robić, żeby dało się chodzić po dachu a oni i tak zrobili po swojemu. Szkoda słów i nerwów. Ale szkoda też konstrukcji dachowej która będzie stała na deszczu przez miesiąc.

Gdyby ktoś chciał ekipę najwolniejszych murarzy na kaszubach, to polecam tych z mojej budowy!

Jestem tak zły, że nie chce mi się więcej pisać :evil: :evil: :evil: :evil:

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dach2_20080929.jpg

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dach1_20080929.jpg



wrk - 03-10-2008 15:22
Wiązary zaczynają mi powoli wychodzić bokiem... A ten powalony plan zagospodarowania przestrzennego wymagający dach 40' to będzie mi wychodził bokiem już zawsze...

Jeden ze szczytów został już źle zrobiony - murarz zwala na monterów dachu, oni - na murarzy. A ja mam problem. Jedyna nadzieja, że dekarz będzie w stanie coś z tym zrobić... zobaczy. Problem polega na tym, że dół tej kratownicy, którą widać na zdjęciu, jest podnieśiony o około 4cm w stosunku do reszty dachu... no i dach przestał być prosty. Skuć tych 4cm się nie da, bo tam pełno zbrojenia, ciachnąć murłaty też się nie da bez demontażu połowy dachu... Podobno da się to wyrównać łatami...

Murarz przytąpił do tematu "końcowe rozliczenie"... Nie wierzyłem własnym uszom! Umowa maczkiem na 4 strony A4 a on próbuje mnie naciągnąć na 2 tysiące! Chyba potraktuję to jako żart, abo zgodnie z umową podsumuję karę za spóźnienie 90dni x 1% = 90% kary... Tak czy siak, boję się, że nie skończy się to miło...

http://www.pn.com.pl/guest/dzialka/dom20081003.jpg
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • orientmania.htw.pl



  • Strona 1 z 2 • Wyszukano 116 postów • 1, 2